- Wałówka na Gubałówce najlepsza. Otagowałabym się, ale ciągle nie wyjaśniłeś mi, czemu musiałam zostawić telefon w pokoju. - Wystarczy się rozejrzeć, masz tu kilka stadek smartfonowych zombie. Malwina potoczyła wzrokiem po schronisku. Para w wieku studenckim przy stoliku obok po raz dziesiąty całowała się do zdjęcia, a rodzina zajmująca róg pomieszczenia próbowała ocucić trzech synów, którzy spuchniętymi kciukami zabijali kolejnych wrogów. - Naprawdę się obawiasz, że zachowywałabym się jak dziewięciolatki? Jedno selfie z pierogami by mi wystarczyło. - Chodzimy do Zapiecka minimum raz w miesiącu. Nadrobisz. - Nie o to chodzi. Chodzi o klimat. Spójrz przez okno. Szczyty górskie, kolorowe trawy, spoceni turyści. I to drewniane schronisko. Gdyby zdjąć te paskudne skóry ze ścian, byłoby idealnie. - Jako organizator wycieczki czuję się doceniony. - Słusznie. Chociaż ostrzegam, to docenienie nie wyleczy twoich jutrzejszych zakwasów. - Nie liczę na to. Już wczoraj nie mogłem zasnąć, bo mi nogi drętwiały po całodniowym łażeniu. - Nie słyszałam, żebyś się wiercił w łóżku. - Pewnie dlatego, że po pięciu sekundach od położenia głowy na poduszce spałaś. - Wypiłam wieczorem melisę, siła wyższa. - Mówił ci ktoś, że śpisz z otwartymi ustami? Ślinisz się jak mały buldog. - Słodko. Zawsze chciałam mieć psa, ale matka jest uczulona na sierść czy coś tam. Zresztą to przez ten aparat. Noszę go dopiero trzy tygodnie i nie odzyskałam jeszcze władzy nad twarzą - Malwina z niezadowoleniem pokazała na druty na swoich zębach. - Właśnie, nie wolałabyś wydać tych tysiaków na jakieś nowe zwierzątko zamiast pakować sobie metal do ust? Zwierzątko mogłoby się ślinić zamiast ciebie - Krzysiek odzyskał już siły po skończonym roku szkolnym i wykorzystywał je do ostrzenia dowcipu. - Aparatu przynajmniej nie muszę wyprowadzać na spacer - wzruszyła ramionami kuzynka. - Zęby też wypadałoby przewietrzyć. - Jak nie możesz spać, napij się melisy zamiast obserwować moje uzębienie. - Z tą melisą to jakaś lipa. Nie dość, że niedobra, to wcale nie uspokaja. Poza tym w takim upale ciężko się zasypia. - Chyba wynajęcie pokoju na poddaszu to nie był taki dobry pomysł. - Gdybym był Panem Bogiem, połowę lipcowych upałów zostawiłbym na grudzień... - Dobre. - Niestety nie moje, tylko Bolesława Prusa. A przecież w jego czasach globalne ocieplenie nie było jeszcze modne.