Showing posts with label Malwina i Krzysiek. Show all posts
Showing posts with label Malwina i Krzysiek. Show all posts

Sunday, 23 August 2015

lista przeklętych

- Co tam na studiach?
- Rozmawialiśmy chyba kiedyś o pytaniach typu "co tam?". Albo udajesz zainteresowanie, albo tak naprawdę ciekawi cię coś innego.
- Imion moich znajomych nigdy nie pamiętasz, a takie psychologiczne haczyki nigdy ci nie umkną - skrzywiła się Malwina.
- Mówię to, żeby nie przedłużać, bo pewnie masz mało pieniędzy na telefonie i zaraz każesz biednemu studentowi oddzwaniać.
- Już nie takiemu biednemu, wiem, że starsi w końcu wymazali cię z listy przeklętych i zaczęli robić przelewy.
- Szpiegujesz mój stan konta?
- Rzuciłam szkołę i wstąpiłam do służb specjalnych.
- To po co ja jeszcze studiuję z takimi znajomościami? 
- Zagadujesz mnie, a chciałam zapytać o twoich kolegów.
- Jakich kolegów? 
- No z roku. Czy są jacyś fajni.
- Wiesz, nie skupiam się zbytnio na osobach swojej płci.
- Dobra, spróbuję inaczej. Jakie typy są na architekturze?
- A jakie są do wyboru? W ogóle od kiedy dzielisz ludzi na typy? Szufladki, nietolerancja! - Krzysiek świetnie się bawił.
- Śmiej się, toleruję to - bąknęła kuzynka - Chodzi o to, że facetów jest sporo na świecie i nie mam czasu każdego z osobna analizować. Ustalenie kilku kategorii bardzo to ułatwia. Pomyśl, że miałbyś zrobić budynek nie wiedząc, czy ma to być kościół, szpital czy centrum handlowe.
- Przez twój profil humanistyczny nasze życie jest coraz bardziej metaforyczne.
- W kontekście architektury nasuwają mi się dwa typy. Wykute matfizy, które rysują bez linijki co do milimetra albo szaleni artyści, którzy chcą budować szklane domy.
- Czytałaś ostatnio "Przedwiośnie"?
- Mhm. Kocham Żeromskiego, chociaż jest strasznie smętny.
- Chyba nie muszę się domyślać, do którego typu mnie zaliczyłaś.
- Ty jesteś w szufladce "kuzyn", więc to bez znaczenia.
- Jak tak teraz myślę, to faktycznie można by zrobić podobny podział, chociaż łatwiej sklasyfikować studentów pod kątem tego, dlaczego wybrali taki kierunek.
- Bo chcą realizować swoje twórcze wizje. Albo kochają przyrządy do geometrii. Albo rodzice im kazali.
- Albo rodzice im zabronili - uśmiechnął się pod nosem Krzysiek.
- Albo chcą zaimponować dziewczynom.
- Albo zrobić coś pożytecznego dla społeczeństwa.
-  To ze społeczeństwem jest naciągane. Może Żeromskiego byś przekonał, ale w jego czasach nie mieli nawet porządnych chodników.


***
(Straciłam regularność z Malwiną i Krzyśkiem, ale jak już mi coś wpadnie do głowy, to samo się pisze. Najgorzej, że fajne pomysły zwykle pojawiają się przy zasypianiu i późniejsze odgrzebanie ich z pamięci nie jest łatwe)

Wednesday, 8 July 2015

zużycie szamponu

- Może jednak wiesz, czego pragną kobiety.
- Jak to?
- Czuję pizzę. Jedzmy, póki ciepła - Malwina łakomie rozglądała się po pokoju kuzyna.
- Nie zamawiałem - Krzysiek nerwowym szarpnięciem otworzył okno - To przez pracę.
- Mówiłeś, że jesteś dostawcą, a nie, że pieczesz te pizze na swoich siedmiu metrach kwadratowych - dziewczyna rozejrzała się ponownie, tym razem w poszukiwaniu ukrytego gdzieś pieca.
- Wydawało mi się, że włoskie jedzenie to nie to co frytki, że dobrze pachnie i tylko do dziesięciu minut po wyjęciu z pieca, ale po miesiącu na widok pizzy mnie mdli.
- W takim razie powinnam się zatrudnić w fabryce czekolady, może raz na zawsze zakończyłby się ten toksyczny związek. Ale skąd zapach?
- Głównie przez ciuchy. Jeżdżę z pizzami małym samochodem, a w listopadzie opuszczanie szyb to średni pomysł.
- Pranie nie pomaga?
- Trochę tak, ale nie opłaca mi się robić prania ubrań z jednego dnia. Wiesz, ile teraz wydaję na szampon? Na włosach wszystko najbardziej czuć.
Malwina, która codziennie wstawała czterdzieści pięć minut wcześniej, żeby umyć i ułożyć włosy, nie zrozumiała, co w mniemaniu kuzyna było dużym zużyciem szamponu.
- Poza tym pod koniec dnia dostaję czasem jakąś resztkową pizzę albo makaron, wracam z tym do pokoju i efekt jest podwójny.
- Nie chciałbyś zmienić tej pracy? Niechęć do pizzy to niepokojący psychologicznie objaw.
- Myślałem o tym, ale co może robić student pierwszego roku, bez doświadczenia i słabo znający miasto?
- Oprowadzać niewidomych?
- Nie wiem, gdzie bym z nimi zawędrował.
- Dziwak z ciebie. Mało roboty na świecie do wyboru? Jest mnóstwo możliwości - Malwina nagle zatkała sobie usta ręką - Przypomniałam sobie, że byłam rok temu na takiej sztuce w Powszechnym, gdzie bohaterowie, mieszkańcy Warszawki, przez większość czasu biegali w kółko po scenie wykrzykując "Jest mnóstwo możliwości!". Chyba podchodzę pod ten schemat. 
- Lepiej nie biegaj, mam tu za mało miejsca.
- Wiem. Jestem statycznym przykładem chaotycznego marazmu spowodowanego nadmiarem opcji.
- Nic nie zrozumiałem, ale pewnie miałabyś mniejszy problem, gdybyś nie zapisywała się na każde wyskakujące na facebooku wydarzenie.
- Co mi szkodzi, że się zapiszę? Wiesz, jaką mam kozacką opinię wśród znajomych? Na ilu flashmobach, ambitnych filmach i manifestacjach już "byłam"...
- I co później o tym opowiadasz?
- Widać, że mało bywasz w towarzystwie. Myślisz, że komukolwiek chce się słuchać długiej relacji? Wystarczy rzucić jeden hashtag - grubo, odpał albo heheszki i już.
- Mówisz do ludzi "heheszki"?
- Co poradzę, że społeczeństwo tego oczekuje? - dziewczyna wzruszyła ramionami.

Friday, 26 June 2015

wysokich lotów

- Zmieniłam koncepcję. Zamiast rozpoczynać karierę aktorską zostaję poważną pisarką. 
- Dlaczego poważną?
- Bo już zaczęłam. Niepoważne byłoby samo planowanie.
- Czyli już coś napisałaś? - Krzysiek był przekonany, że w październiku nie może powstać żadna powieść, bo to najbardziej anty-inspirujący miesiąc.
- Mówię, że zaczęłam. Książki nie pisze się w kilka dni - popatrzyła na kuzyna z wyższością świeżo upieczonego twórcy - Uznałam, że to powinien być średnio skomplikowany kryminał, to się dobrze sprzeda. 
- Wstaw tam księdza pedofila albo coś o prześladowaniu mniejszości etnicznych, to zaraz będzie szał.
- Masz jakąś schizę z tymi pedofilami. Freud by się na tobie dorobił.
- Różni byli katecheci w przedszkolu - kuzyn udał, że się broni - I co z tym kryminałem? Kiedy premiera?
- No właśnie ciężko. Nie wiem, kto zabił.
- Jak to: nie wiesz kto zabił? Przecież to twój pomysł.
- Przez pierwsze dwa rozdziały było spoko, wszystko szło zgodnie z ramowym planem, który miałam w głowie, ale potem nagle się sypnęło. Bohaterowie robią co chcą.
- Wymsknęli ci się spod kontroli? - zaśmiał się Krzysiek.
Malwina ponuro przytaknęła.
- Okazuje się, że mordercą będzie ktoś zupełnie inny, niż zakładałam. Akcja tak się mnie słucha, jak ja swojej matki.
- Uważasz bohaterów za swoje dzieci?
- Muszę mieć do nich jakiś emocjonalny stosunek. Ale chyba jestem zbyt zaborcza. Trzeba dać im w weekendy jeść słodycze i oglądać telewizję.
- Z takim podejściem mogłabyś już występować w "Nastoletnich matkach" na MTV.
- Chyba was nie cisną za bardzo na tych studiach, skoro masz czas oglądać takich wysokich lotów programy.
- Sam jestem takich wysokich lotów, że wszystkie przyziemne sprawy w moim otoczeniu też takie się stają - palnął Krzysiek - Poza tym ludzie z MTV na ogół mają pieniędzy jak lodu, więc ich kosmiczne ville są inspiracją dla przyszłego architekta. 
- Czy ty do wszystkiego musisz mieć sensowne uzasadnienia?
- Żeby to, co robię wydawało mi się bardziej sensowne niż w rzeczywistości - tak. A ty kiedy masz czas na pisanie? Drugi rok liceum do najluźniejszych nie należy, chyba nawet na humanie. 
- Udam, że nie słyszałam tego "chyba nawet" - nabzdyczyła się Malwina - Są jeszcze podróże autobusem, godziny wychowawcze, przyroda...
- Co to przyroda?
- Taki zlepek przedmiotów dla humanów. Biologia, fizyka, chemia i geografia w pigułce, zresztą bardzo niestrawnej. Do tej pory na tych lekcjach robiłam manicure, ale od zapachu zmywacza do paznokci nauczycielki robią się agresywne.
- Przecież zmywacze do paznokci to czysta chemia.
- A płytka paznokcia to biologia. Myślisz, że nie próbowałam tego argumentu?

Monday, 26 January 2015

dwadzieścia znaków

- Na początku wakacji zarejestrowałam się na portalu randkowym, ale póki co nic z tego nie wynikło.
- No i dobrze. Co za ludzie, nie licząc ciebie oczywiście, w ogóle wchodzą na takie strony?
- Wielu absolwentów liceów o profilach ścisłych, którzy nigdy nie widzieli płci przeciwnej...
- Bo byli zbyt wpatrzeni w swoje kalkulatory? - dokończył Krzysiek, wcale nieurażony złośliwością kuzynki.
- Mhm.
- Myślałem raczej o pedofilach.
- Myślałeś o pedofilach? To dopiero jest chore.
- Wąż ci wlazł do buta, że masz taki jadowity dzień? Ale naprawdę byłbym ostrożny. Pamiętam te filmy edukacyjne z podstawówki, na których brodaci pięćdziesięciolatkowie zwabiali dziewczynki do swoich domów przez internet.
- Jezu, mam prawie siedemnaście lat. Jeżeli powstałyby jakieś zbereźne materiały z moim udziałem to liczę, że to już pornografia, nie pedofilia.
- Lepiej wcale nie licz. Czemu zaczęliśmy ten temat?
- A no właśnie! - puknęła się w głowę Malwina - Jak zakładałam konto na tej stronie, to w profilu wypełniało się różne pola o sobie.
- Przebyte choroby weneryczne?
- To tylko dla chętnych. W jednym miejscu trzeba było wpisać, co jest dla ciebie najważniejsze przy poznawaniu potencjalnego partnera, jaką cechę najbardziej cenisz. 
- To pewnie się rozpisałaś. 
- Niestety nie. Było ograniczenie do dwudziestu znaków.
- Randkowicze nie lubią za dużo czytać?
- Mniejsza z tym. Wiesz, jak trudno jest zawrzeć swoje wartości w dwudziestu znakach? Jestem ciekawa, jakbyś na to odpowiedział.
- Że umiejętność słuchania - rzucił Krzysiek bez wahania.
- Chyba wchodziłeś kiedyś na tę stronę, że tak szybko się zdeklarowałeś - Malwina popatrzyła na niego podejrzliwie - Czemu akurat to?
- Chyba dlatego, że jest mało powszechne. Niewiele osób potrafi słuchać, o rozumieniu nie wspominając. Paplanie łatwiej wychodzi. Nie uogólniałbym nawet, że to bardziej kobieca cecha.
- Myślisz, że umiem słuchać?
- Trochę umiesz. Tylko jak się rozemocjonujesz, to się zamykasz na wszystkie sygnały z zewnątrz.
- Mogę przełknąć taką ocenę. Niby tylko jedna rzecz, a całkiem wysoko stawia poprzeczkę.
- A ty co wpisałaś do tego pola? Że co cenisz w facetach?
- Duże bicepsy - kuzynka spiekła raka - Uznałam, że najpierw odsieję zaniedbanych fizycznie użytkowników, a wśród pozostałych będę szukać kogoś inteligentnego. 

***
(Za dużo Bridget Jones i później takie kwiatki wychodzą. Wróciłam z Krakowa, ale nie mam żadnych zdjęć, więc chyba wpis z tego nie powstanie, chociaż było b. fajnie i sporo rzeczy zrobiłam)

Saturday, 17 January 2015

igrzyska puzonów

- Jako bierny palacz też mam dużą szansę na raka płuc - Krzysiek odgonił ręką dym sprzed nosa - Odpowiada ci rola wywoływaczki nowotworów?
Malwina z niewinną miną odpaliła drugiego papierosa od tego, którego właśnie kończyła.
- Jestem zestresowana, muszę się jakoś rozluźnić.
- Nie masz innych sposobów na nerwy?
- Mam dużo, ale lubię te prymitywne, szybko przynoszące ulgę. A czarne płuca pasują do konwencji Live fast, die young. Wolę umrzeć niepomarszczona.
- Krem sobie kup.
- Nie chcę kremu. Właśnie zanieśliśmy ostatnie pudła do twojego nowego pokoju. Nie masz już motywu, żeby wracać do Warszawy. Potrzebuję fajek na pociechę.
"A Ewelina?" - chciał zapytać kuzyn, ale uznał, że lepiej się powstrzymać.
- Ewelina nie będzie tęsknić? - dziewczyna jednak czytała w jego myślach.
- Zainstalowaliśmy sobie skajpa. Ewelina jest elastyczna.
- Umie nawet zrobić męski szpagat. Ta to ma życie.
- Każdy ma życie - zauważył Krzysiek.
- Chyba, że jest się przyrodą nieożywioną. Na przykład kamieniem.
- A jakie masz metody?
- Co?
- Na stres. Mówiłaś, że dużo.
- Aha, Ostatnio przypomniałam sobie taką z podstawówki. Żeby zająć czymś myśli, zmieniam słowo w tytułach filmów albo książek.
Krzysiek się skrzywił.
- Wiem, co sobie myślisz. Że wstawiam same wulgaryzmy. Ale ze zwykłymi słowami też jest fajnie. Weźmy na przykład puzon.
- Czemu akurat puzon? 
- Skrzypce są za bardzo charakterystyczne, a pianino zajmuje za dużo miejsca.
- To podaj przykład.
- Hmm... "Igrzyska puzonów", "Obcy kontra puzon", "Gwiezdne puzony".
- "Mechaniczny puzon", "Puzon chrzestny" - spróbował kuzyn.
- Jak już się wprawisz, można zamieniać tylko fragmenty wyrazów. Na przykład "Opowieści z Puzoniarni", "Puznonatrix".
- Albo na kilka sposobów: "Chłopaki nie puzon", "Puzony nie płaczą".
- Widzę, że załapałeś. 
- I zadziałało. Zapomniałem, o czym myślałem, nawet nie pamiętam już, gdzie idziemy.
- Ale na szczęście ja pamiętam. Do Kina Pod Baranami. Miałam wybrać film. Niestety nie było nic o puzonach.

Monday, 29 December 2014

aktualne naburmuszenia

- Halo?
- Słucham?
- Odbierasz telefony ode mnie?
- A dlaczego nie?
- Myślałem, że jesteś obrażona.
- Bardzo możliwe. Poczekaj, zajrzę do notesu, gdzie mam aktualne naburmuszenia - Malwina udała, że się rozłącza - Żarty żartami, ale poważnie się zastanawiam nad założeniem takiego zeszytu. Obrażam się na ludzi na tyle często, że zdarza mi się o tym zapomnieć.
- W niektórych kwestiach miło mieć Alzheimera.
- Z tego, co mi się wydaje, to ty nie odzywałeś się przez dwa tygodnie. Ja odbieram połączenia nawet od konsultantów z Plusa. 
- Prawda. Pokłóciłem się już ze wszystkimi, a z tobą jakimś cudem nie.
- O! - zdziwiła się kuzynka.
- Dostałem się na studia.
- O! - powtórzyła - Wiedziałam, że Polibuda przyjmie cię z otwartymi ramionami. W końcu fizyka czy energetyka jądrowa? 
- Architektura - bąknął.
Malwina zakrztusiła się oreo. 
- W Krakowie - dodał ciszej.
Dziewczyna charkała przez chwilę w smartfona, po czym Krzysiek usłyszał, jak nabiera powietrza.
- Jak mogłeś mi nie powiedzieć? Kłamałeś przez tyle czasu! Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic! Na co ci była ta rozszerzona fizyka? Ty podły...
Kuzyn odłożył słuchawkę, zostawił telefon na blacie i poszedł nastawić zmywarkę. Zrobił parę skłonów. Otworzył drzwi balkonowe, kiwnął sąsiadce, napił się soku. Niespiesznie wrócił do pokoju.
- ...i jeszcze wyznaje to przez telefon! Zupełnie ocipiałeś - gadała nieprzerwanie Malwina.
- Bez wyzwisk proszę. Prędzej openisowiałem. W końcu mam jaja podjąć samodzielnie decyzję.
- Ale dlaczego w Krakowie? - jęczała kuzynka - Żyłam w przekonaniu, że występujemy w tym samym cyrku.
- To cyrk na kółkach, może się przemieszczać.
- Co ty planujesz, człowieku?
- Wyrwać się z rodzicielskich więzów. Rysować popołudniami nie tylko trójkąty i trapezy. Nauczyć się robić naleśniki.
- Szlachetne cele. Starzy cię nie wydziedziczyli?
- Prawie. Runęła ich wizja zbudowania mojej kariery w stolicy. Nie chcą niczego finansować.
- I co?
- Na ten moment dostarczanie pizzy i pokój wynajęty przez babcię Eweliny. Jakoś będzie.
- Chyba mówisz o sobie. Marny mój los samotnego samuraja walczącego z nierozgarniętą matką i twoimi zdeprecjonowanymi starszymi.
- Wiesz, jak kończą samurajowie. Albo wszystkich poprzecinasz na pół, albo sama honorowo przebijesz się mieczem.
- Masz szczęście, że nie siedzimy w jednym pokoju. Zaczęłabym przecinanie od ciebie.

Monday, 1 December 2014

mały buldog

- Wałówka na Gubałówce najlepsza. Otagowałabym się, ale ciągle nie wyjaśniłeś mi, czemu musiałam zostawić telefon w pokoju. 
- Wystarczy się rozejrzeć, masz tu kilka stadek smartfonowych zombie.
Malwina potoczyła wzrokiem po schronisku. Para w wieku studenckim przy stoliku obok po raz dziesiąty całowała się do zdjęcia, a rodzina zajmująca róg pomieszczenia próbowała ocucić trzech synów, którzy spuchniętymi kciukami zabijali kolejnych wrogów.
- Naprawdę się obawiasz, że zachowywałabym się jak dziewięciolatki? Jedno selfie z pierogami by mi wystarczyło.
- Chodzimy do Zapiecka minimum raz w miesiącu. Nadrobisz.
- Nie o to chodzi. Chodzi o klimat. Spójrz przez okno. Szczyty górskie, kolorowe trawy, spoceni turyści. I to drewniane schronisko. Gdyby zdjąć te paskudne skóry ze ścian, byłoby idealnie.
- Jako organizator wycieczki czuję się doceniony.
- Słusznie. Chociaż ostrzegam, to docenienie nie wyleczy twoich jutrzejszych zakwasów.
- Nie liczę na to. Już wczoraj nie mogłem zasnąć, bo mi nogi drętwiały po całodniowym łażeniu.
- Nie słyszałam, żebyś się wiercił w łóżku.
- Pewnie dlatego, że po pięciu sekundach od położenia głowy na poduszce spałaś.
- Wypiłam wieczorem melisę, siła wyższa.
- Mówił ci ktoś, że śpisz z otwartymi ustami? Ślinisz się jak mały buldog.
- Słodko. Zawsze chciałam mieć psa, ale matka jest uczulona na sierść czy coś tam. Zresztą to przez ten aparat. Noszę go dopiero trzy tygodnie i nie odzyskałam jeszcze władzy nad twarzą - Malwina z niezadowoleniem pokazała na druty na swoich zębach.
- Właśnie, nie wolałabyś wydać tych tysiaków na jakieś nowe zwierzątko zamiast pakować sobie metal do ust? Zwierzątko mogłoby się ślinić zamiast ciebie - Krzysiek odzyskał już siły po skończonym roku szkolnym i wykorzystywał je do ostrzenia dowcipu.
- Aparatu przynajmniej nie muszę wyprowadzać na spacer - wzruszyła ramionami kuzynka.
- Zęby też wypadałoby przewietrzyć.
- Jak nie możesz spać, napij się melisy zamiast obserwować moje uzębienie.
- Z tą melisą to jakaś lipa. Nie dość, że niedobra, to wcale nie uspokaja. Poza tym w takim upale ciężko się zasypia.
- Chyba wynajęcie pokoju na poddaszu to nie był taki dobry pomysł.
- Gdybym był Panem Bogiem, połowę lipcowych upałów zostawiłbym na grudzień...
- Dobre.
- Niestety nie moje, tylko Bolesława Prusa. A przecież w jego czasach globalne ocieplenie nie było jeszcze modne.

Wednesday, 26 November 2014

podejrzane zajęcia

- Czemu leżysz na odwrót? - Krzysiek zastał Malwinę z nogami na poduszce.
- Nie leżę na odwrót, jeśli już to łóżko jest odwrotnie.
- A szklanka jest do połowy pełna czy pusta?
- Zależy, o jakiej połowie mówimy.
- Jak to o jakiej?
- No o większej czy mniejszej.
- Od kiedy ułamki są względne?
- Chyba jest jeszcze coś do odkrycia w matematyce?
- Nie wierzę, że nad tym dumałaś, kiedy wszedłem.
- Chcesz powiedzieć, że myślenie o matmie jest tylko dla mądrych?
- Chcę powiedzieć, że jest lipiec, trzydzieści pięć stopni w cieniu. Niezbyt sprzyjające warunki...
- ...do odkryć naukowych? Pomyśl, jak się musieli męczyć starożytni bez klimatyzacji.
- Niektórzy pewnie byli wachlowani liśćmi palmowymi przez niewolnice.
- Bardziej nadawałabym się na niewolnicę. Mogłabym chodzić w staniku z kokosów.
- Chyba mylisz starożytność z tancerkami hula.
- Taniec brzucha! Miałam zapisać się w te wakacje.
- Jeżeli znowu zaciągniesz mnie na jakieś podejrzane zajęcia, twierdząc, że jedziemy do Empiku...
- To zdarzyło się tylko raz! Przecież wyszliśmy, kiedy kazali nam się rozebrać.
- Powinni zwrócić pieniądze za urazy psychiczne.
- Idź z tym do NFZu, zobaczymy, ile będziesz stał w kolejce.
- Jakbyś przyszła w stroju hula, może przepuściliby nas szybciej do przodu.
- Pewnie pomyśleliby, że jesteśmy z ambasady.
- Ludzie z ambasady zawsze mają lepiej.
- Wszyscy mają lepiej.
- Tylko nie dzieci w Afryce.
- No. Ewelina mi opowiadała, że można zachorować na malarię. Przenosi ją komar widliszek, który żyje tylko w gorącym klimacie.
- Cienias. W Polsce by nie wytrzymał.
- Chyba wystarczy nam tyle chorób, ile mamy.
- Racja. I tak cierpię już na skoliozę, łupież i cylinder.
- Cylinder?
- W oku.
- Czytałam jakiś artykuł, że jak facet jest hipochondrykiem należy odciąć mu dostęp do komputera i alkoholu, to szybko wyzdrowieje.
- Przecież ja nie piję.
- A komputer?
- Wytrzymałbym.
- Sorry, właśnie skazałeś się na dożywotni kapelusz.
- Cylinder.
- Właśnie.
*

(Mam za dużo czasu w tym tygodniu na myślenie o pierdołach i jedzenie burgerów, na dodatek Malwina i Krzysiek mają wakacje. Chciałabym być już tą sobą, którą zawsze sobie wyobrażam, że jestem czy chociażby umieć oddychać przeponowo)

Thursday, 23 October 2014

hipotetyczna kiecka

- To jakiś ponury żart - warczała Malwina, wychodząc z kościoła.
- Sama chciałaś tu przyjść.
- Nie chciałam - sprostowała - Musiałam. Chociaż teraz nie jestem taka pewna, czy podołam przygotowaniom do bierzmowania w przyszłym roku.
- To po co to robisz? Twierdzisz, że jesteś niewierząca, masz plakat Madonny na drzwiach i przebierasz się na Halloween.
- Katolicy nie uznają piosenek Madonny? O Boże! - jęknęła dziewczyna - Czego się nie robi dla ślubu kościelnego!
- Baby - westchnął Krzysiek - Będziesz latać na msze, nagle w siedemnastym roku życia, dla hipotetycznej białej kiecki?
- Sam jesteś hipopotam. A suknię mam już wybraną, w tym sklepie przy Dworcu Wileńskim.
- Aha. A jakiegoś męża naprędce znajdziesz na przystanku autobusowym.
- To motyw z wielu filmów - zauważyła Malwina - Możesz się śmiać, ale nie będę sobie teraz zamykała tylu furtek. 
- W takim razie radzę też się obrzezać i otworzyć trzecie oko.
- Śmieszne. A co, jak mnie ktoś poprosi, żebym była matką chrzestną jego dziecka?
- Jestem pierwszy na liście? - wystraszył się kuzyn.
- Raczej na liście rezerwowej. Czy wszystkie kościoły są takie lipne?
- Liczyłem, że ten ci się spodoba. Inaczej nie jechalibyśmy aż na Wilanów. Ludzie są tu wyperfumowani, pełno nadzianych artystów...
- Chciałeś mnie uchronić od moherowych babć? Szkoda, przynajmniej miałabym się z czego pośmiać.
- A z czego tu się śmiać? Wiara to jakiś powód do wstydu? - nastroszył się Krzysiek, wsuwając różaniec do kieszeni dżinsowej kurtki.
- Jeżeli w definicji Polskiej wiary zawiera się homofobia i rzucanie cegłami w Owsiaka, to tak.
- Błagam! Może jeszcze damy pedałom adoptować dzieci?
- A żebyś wiedział! - Malwina popatrzyła na kuzyna zaskoczona, bo do tej pory używał słowa "pedał" tylko w kontekście części od roweru - Jak to się stało, że znam cię tyle lat, a nie wiedziałam, że masz problemy z tolerancją?
- Pewnie nie wiedziałaś również, że mam grzybicę stóp. Jestem pełen tajemnic. Ja nie mam żadnych problemów, Malwina! Po prostu nie daję sobie wciskać tego medialnego szajsu, którym wszyscy się karmią. I jeśli pogląd, że do spłodzenia dzieci jest potrzebny ojciec i matka został obalony, to zadzwoniłbym najpierw do jakiegoś biologa.

*

(I tak się skończyło zajrzenie do gazety Wprost w poczekalni u dentysty i przeczytanie jednego wywiadu. Szkoda, że nie mam niskiego ciśnienia, bo umiem je sobie skutecznie podwyższać)

Sunday, 21 September 2014

pięścią w twarz

Umówili się przed bramą liceum. Malwina przyszła dosłownie minutę przed tym, jak Krzysiek, razem ze swoimi worami pod oczami, wypadł przez główne drzwi. Z westchnieniem ulgi poluzował krawat. Kuzynka czekała, aż do niej podejdzie i rozglądała się na boki. Puściła oko do jakiegoś zmizerniałego maturzysty, który odpinał rower ze stojaka.
- Chodźmy stąd, bo zaraz się z kimś umówię - wzięła Krzyśka pod ramię (bynajmniej nie po to, żeby okazać wsparcie - próbowała rozchodzić nowe koturny i trochę utykała).
- Opowiadałam ci, że byłam wczoraj u dentysty? Dentysty-sadysty? Proste zdejmowanie kamienia, a męczył mnie przez godzinę. Rozsmarował mi ślinę na całej twarzy. I gapił mi się na cycki, słowo daję!
- Malwina...
- Wiesz, co zrobiłam? Ugryzłam go. Naprawdę, dziabnęłam dentystę. Moja matka płaci dwie stówki, żebym mogła kogoś ugryźć. Normalnie jak w Zmierzchu. Powiedziałam, że zahaczył mi o dziąsło i z bólu mi się zęby zacisnęły. Ale się czerwony zrobił.
- Malwina, możesz...
- Chociaż serio mocno bolało. Myślę, że było warto, mam teraz uśmiech jak z reklamy Colgate - dziewczyna wyszczerzyła zęby.
- Mogę coś powiedzieć?
- Nie. Chyba, że chcesz zdecydować, do której knajpy jedziemy na obiad. Sajgonek mam już dość, wolałabym makaron. Upiekłam ci tartę z budyniem i malinami (tak, tak, niestety przed sezonem). Nie próbowałam jeszcze, ale wygląda bosko. A jak pachnie! - nawijała Malwina na jednym oddechu.
- Zjadłaś torbę yerba mate, że jesteś taka nakręcona? - zdenerwował się Krzysiek - Czemu tak trajkoczesz?
- Zabawiam cię rozmową. Jestem i-d-e-a-l-n-ą osobą do towarzystwa, a ty niezadowolony. Człowiek się stara i co dostaje w zamian? Pięścią w twarz.
- Bardzo lubię twoje towarzystwo, tylko właśnie męczyłem się nad arkuszem z polskiego i trudno mi się wczuć w historię o gryzących dentystach.
- O gryzieniu dentystów.
- Jeden pies.
- Przecież robię to dla twojego dobra - westchnęła Malwina - Przez resztę życia będziesz musiał opowiadać, jak ci poszły matury, więc chciałam, żebyś chociaż przez chwilę o tym nie myślał.
Krzysiek uśmiechnął się zaskoczony.
- To miło. Może masz rację, rodzice i tak wieczorem mnie przemaglują. Postaram się teraz nie napinać. Jedźmy najpierw na Powiśle, skoro już wcisnąłem się w garnitur, trzeba się pokazać na mieście.

*

(Chyba będzie teraz dużo Malwiny i Krzyśka, szybko i bezboleśnie mi się to pisze, a nie mam żadnych ciekawych zdjęć do wrzucenia. Żyję, chociaż trochę mniej od rozpoczęcia roku szkolnego, weszłam w tryb osiem-godzin-snu-to-za-mało, a śnią mi się tylakoidy gran. Ale dzieje się i mam nadzieję, że będzie u mnie coraz ciekawiej)

Sunday, 14 September 2014

napar z pokrzywy

Krzysiek leżał na kanapie w pozycji trupa, z twarzą przykrytą podręcznikiem od polskiego.
- Robisz sobie maseczkę z Mickiewicza? - Malwina stanęła w drzwiach, sama wysmarowana połączeniem jogurtu naturalnego i miodu - Ta książka pewnie przyrosła ci już do skóry, lepiej jej nie zdzieraj.
- Kawy - jęknął kuzyn z kanapy. Dziewczyna podała mu swój kubek z Barbie. Pociągnął łyk i o mało co nie wypluł na dywan (czyszczony w zeszłą środę).
- Co to za paskudztwo? Smakuje rybą.
- Napar z pokrzywy. Wzmacnia włosy i paznokcie - zareklamowała.
- Nie potrzebuję włosów. Potrzebuję wchłonąć romantyzm - Krzysiek zrezygnowany sączył ziółka.
- Nie świruj. Uczyłeś się zawsze na bieżąco. Czego się tak boisz? Powiedzmy, wyobraź sobie najgorszą rzecz, jaka mogłaby się zdarzyć na twojej maturze. Wyrzuć to z siebie.
Chłopak wybałuszył oczy. Do głowy przyszły mu wszystkie (gorsze) komedie pomyłek, które obejrzał przez ostatnie lata. Roześmiał się.
- Chyba coś, co najbardziej by mnie dobiło, to jakieś zakłócenie egzaminów. Ktoś ściąga, dzwoni telefon, służby specjalne wskakują przez okno. Wtedy anulują matury i będą powtórki, w sierpniu czy kiedyś. Nie dość, że ciężko ze składaniem na studia, to jeszcze mnóstwo dodatkowego stresu.
- Podoba mi się koncepcja z służbami specjalnymi - Malwina podjadła trochę jogurtu, który miała na brodzie - Ale myślę, że to się rzadko zdarza. Zostały ci dwa tygodnie do maja. Powinieneś przestać się masakrować i poświęcić ten czas na relaks. Pojechać na długi weekend na Majorkę, pływać w akwenie z biczami wodnymi i pić zmrożone mojito...
Krzysiek chciał coś powiedzieć, ale kuzynka była myślami na tropikalnej plaży o zachodzie słońca i wzdychała rozmarzona. Odłożył podręcznik do szafki, a kubek do zmywarki, zmienił koszulkę i potwierdził SMSem sobotnie spotkanie z Eweliną. Po krótkim namyśle zdjął z półki Pędzące żółwie i wrócił do salonu.
- Grasz? - zapytał.
- Pewnie. Daj mi tylko zmyć maseczkę. Ale liczę na fory, nie chcę znowu przegrać trzy razy z rzędu.
- Nie rozumiesz aspektu psychologicznego żółwi. Za bardzo zdradzasz się mimiką. Musisz zachować kamienną twarz.
- Jesteś taki nieczuły. Jak mogę się nie martwić, gdy mój żółw jest ostatni?

Friday, 29 August 2014

Ludwik XIV

Krzysiek z westchnieniem zatrzasnął zeszyt, odjechał na obrotowym krześle (na zamówienie, żadna tam Ikea) z dala od biurka i wstał na całą wysokość swojego metra osiemdziesiąt pięć. Po czym zaczął podskakiwać w miejscu z jękiem.
- Aż takie trudne te zadania? - Malwina popatrzyła na niego z niepokojem - Co ty wyczyniasz?
- Noga mi zdrętwiała. Siedziałem w tej samej pozycji chyba ze dwie godziny - kuzyn masował sflaczałą kończynę. Zerknął na dziewczynę i uniósł brwi.
- Właściwie mógłbym zapytać cię o to samo. Czy to moje prześcieradło?
- Bardzo prawdopodobne, bo znalazłam je na twoim łóżku.
Malwina stała na środku pokoju, luźno owinięta białym prześcieradłem. Włosy odgarnęła do tyłu, a łydki wyeksponowała nieskazitelnymi podkolanówkami do tenisa. Spod warstw białej bawełny wystawał wściekle pomarańczowy, jednoczęściowy kostium kąpielowy z zeszłego sezonu.
- Zastanawiam się, jak powinien wyglądać duch Banka.
- Klasowe scenki z Makbeta? - przypomniał sobie Krzysiek.
- Mhm. Prześcieradło to trochę cliché jak na mój gust, ale to też najprostszy i najtańszy pomysł.
- Mów do mnie po polsku, błagam. Poza tym duchy chyba nie grają w tenisa. W każdym razie nie w tamtych czasach.
- Zgadzam się, że te podkolanówki to bardziej Ludwik XIV. Co poradzę? Banko nie może latać na bosaka. 
- Zwłaszcza z twoim pedicurem - Krzysiek obrzucił sceptycznym spojrzeniem fioletowy lakier na stopach kuzynki.
- Nie zmywam tego - zastrzegła Malwina - Nie jestem duchem, tylko Lady Makbet. Moja grupa się nie poczuwa, więc muszę myśleć o kostiumach za wszystkich. Swój strój już przygotowałam, waham się tylko w kwestii krwi.
- Krwi?
- Farba? Flamaster? Sok winogronowy? Keczup?
- Jeśli keczup, to nie kupuj takiego z dużą ilością octu, bo rąk później nie domyjesz - doradził kuzyn.
- Ślady zbrodni zostają na zawsze. Na pewno jest jakiś dobry cytat Paulo Coelho na tę okoliczność - mruknęła dziewczyna - By the way, doceń, że przypominam ci lektury, Siedzisz z nosem w matmie, a polski sam się nie zda.
- Zdzierając mi prześcieradło z łóżka na pewno nie przyczyniasz się do poprawy moich wyników. W każdym numerze Cogito przeczytasz, że maturzysta potrzebuje co najmniej ośmiu godzin snu w komfortowych warunkach - bronił się Krzysiek - No i większej ilości energii. Mogłabyś mnie wspomóc i upiec tę szarlotkę z cynamonem, którą robisz zawsze zimą.
Malwina chętnie zrzuciła przebranie ducha, wciągnęła dżinsy na strój kąpielowy i poszła kupić jabłka.

Sunday, 24 August 2014

pseudonim

- Jednak Żoliborz to moje ulubione miejsce w Warszawie. Dobrze, że metrem jest tak blisko - Malwina skończyła drugi kawałek ciasta marchewkowego i sprawdziła godzinę na komórce - Ale zaraz musimy się zmywać.
Krzysiek, silnie przyssany do zbioru zadań Pazdro, nawet nie podniósł wzroku.
- Hej, obudź się - kuzynka dźgnęła go łokciem. Chłopak, będący w trakcie rysowania idealnego trójkąta prostokątnego, prychnął z niezadowoleniem.
- Przyszliśmy niecałe pół godziny temu. Zostawiłaś włączone żelazko czy co?
Malwina, która nigdy nie prasowała swoich rzeczy, załapała aluzję i naburmuszyła się.
- Muszę być w domu o siedemnastej.
- Dlaczego? Umówiłaś się z kimś?
- Tak jakby.
- No dobra, to już się pakuję. Znam tego kogoś?
- Myślę, że wszyscy go znają - kuzynka przełknęła ślinę.
- Jak się nazywa?
- Dr. House.
- To jakiś pseudonim? Nie wiedziałem, że lubisz kolesi z biol-chemów.
- Okej, poddaję się. Dr. House. Powtórki. TVN Siedem.
- Nie lubię grać w kalambury. Czyli mamy biec do metra, żebyś zdążyła na serial?
- Odpuściłbyś sobie ten szyderczy ton.
- Malwina, do jasnej ciasnej, przecież wszystkie odcinki są w internecie.
- Wiem, wiem. Ale później leci Jak poznałem waszą matkę, a o dwudziestej na Polsacie jest ten nowy Spider-Man...
- Zanim przeniosłyście się do nas, nie miałaś nawet kablówki i byłaś z tego bardzo dumna.
- Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr.
- Pierwsze słowo do dziennika, drugie do śmietnika.
- Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.
- Baba z wozu, koniom lżej.
- Chyba nie o tym mieliśmy rozmawiać - opamiętała się dziewczyna - Powiem tylko, że to jest właśnie piękne w przeprowadzce do cywilizowanego, polskiego domu. Telewizja! Mogę wypełnić sobie dzień rozrywkami, o jakich mi się nie śniło. Już kupując gazetę telewizyjną dostaję dreszczy z emocji - Malwina zademonstrowała, jakich dostaje dreszczy.
- Że też moi rodzice nie protestują. Ja mogłem oglądać tylko w weekendy, w tygodniu ewentualnie wiadomości.
- Jesteś mało przekonujący. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, co twoja matka robi w czwartki wieczorem.
- Co robi? - zapytał podejrzliwie Krzysiek.
- Obgryza ze mną paznokcie na Gotowych na wszystko.
- Moja rodzona matka? I nałóg telewizyjny? Ty potworze - popatrzył na Malwinę z podziwem. 

Sunday, 3 August 2014

obrazowe ilustracje

- Co to jest? - Krzysiek wyszedł z łazienki, trzymając dowód rzeczowy w dwóch palcach.
- Grzebiesz w moich rzeczach? - zezłościła się Malwina.
- Jeżeli okolice pralki w moim domu zaliczają się do twojego terytorium, to owszem.
- To jest tampon, kuzynie.
- Tampon? - chłopak zerknął na znalezisko, powstrzymując się od ciśnięcia obiektem przez okno - Lepiej dla mnie, żebym nie pytał, czy używany.
- Świeżutki jak szczypiorek na wiosnę - Malwina ukryła uśmiech za kubkiem z inką - Wyszłam z wanny i zapomniałam o nim, bo wpadł mi do głowy świetny pomysł na limeryk.
- Humaniści... - westchnął Krzysiek z miną znużonego starca.
- Czy ja cię powinnam uświadomić, co to jest miesiączka?
- Obejdzie się, z grubsza się orientuję. Moja matka ma już ostro po czterdziestce, jakiś czas temu chyba przestała używać tych akcesoriów.
- Ulżyło mi. Niestety oddałam już do biblioteki swój album "Abc dojrzewania", a tam były najbardziej obrazowe ilustracje.
- Od czego jest internet - zauważył kuzyn - A o czym ten limeryk?
- Dla twojego starszego na imieniny - Malwina wyprostowała plecy i zaczęła recytować:
Pewien pilny chirurg z Mokotowa
Operował tyle, że bolała go głowa.
Dlatego niech zapamięta, 
Że w dzień jego święta
Godzina relaksu jest obowiązkowa.
- Sympatyczny.
- Myślisz, że się spodoba?
- Mój ojciec oprócz "Litwo, ojczyzno moja" nie zna żadnej poezji, więc na pewno będzie w szoku. Skąd wiesz, że ma imieniny?
- Ustawiłam sobie przypomnienie w smartfonie - wyznała Malwina.
- Jestem chyba jedynym licealistą na świecie, który używa jeszcze tradycyjnego kalendarza.
- Uważaj, bo wylądujesz w muzeum.
- Nawet już się zgłosiłem.
- Co?
- Do Muzeum Powstania Warszawskiego, jako wolontariusz. Myślę, że zacznę najwcześniej w czerwcu, ale wolałem wcześniej wysłać im maila.
- Zgłupiałeś? Będziesz swoje najdłuższe w życiu, przedstudenckie wakacje spędzał oprowadzając niemieckich emerytów?
Krzysiek wzruszył ramionami.
- Mam ochotę zrobić coś dla ludzi. Poza tym słyszałem, że Open'er przestał być hipsterski, więc szukam nowego celu istnienia - udał, że poprawia bananową grzywkę.

*

(Nie wiem, czy to zasługa zdrowszego jedzenia, pocenia się na jodze czy motywacji do nauki angielskiego, ale rzygam dziś tęczą i z taką pozytywną otoczką dzielę się z Wami odcinkiem o tamponach. Miłej niedzieli!)

Wednesday, 30 July 2014

zapchany zlew

- Buuu!
- Cholera jasna, Malwina! Wiesz, że przedwczesne zawały w dziewięćdziesięciu pięciu procentach kończą się śmiercią?
- Z naszą niezawodną służbą zdrowia? Szczerze wątpię.
- Co ty tu robisz?
- Przyjechałam.
- Jeśli mamy rozmawiać w takim telegraficznym skrócie, to niczego się nie dowiem.
- Chcesz uzyskać informacje, to musisz się postarać. Sorry, o tej porze bywam mało kontaktowa.
- Dlatego właśnie mnie intryguje, z jakiej przyczyny o godzinie... - zerknął na wyświetlacz komórki - ... szóstej trzydzieści osiem zmaterializowałaś się na plaży we Władysławowie.
- Chciałam się poopalać - uśmiechnęła się niewinnie Malwina. Był początek lutego.
- Będziesz się droczyć, niech będzie. Zapytam inaczej. Skąd masz adres?
- Od twoich rodziców - dziewczyna potarła zmarznięty nos - Ciocia Basia ma teraz poważniejsze sprawy na głowie, nawet nie zauważyła, kiedy wyśpiewała mi namiary na twoją kwaterę.
- Jakie sprawy? - Krzysiek był zbyt zachwycony mroźnym porankiem na plaży, żeby się zdenerwować - Nie myśl, że wrócę do Warszawy przez rzekome problemy mojej rodzicielki.
- Rozczarowuje mnie twój brak zainteresowania, ale to niezła historia, więc opowiem anyway. Powodem światowych kryzysów jest, co za zaskoczenie, moja mamusia, która postanowiła podzielić się swoim kontem bankowym z narzeczonym (ten didżej z Płocka, pamiętasz?). Facet wyczyścił jej kartę, zdążył narobić sporych długów, po czym zniknął, prawdopodobnie za granicą. Przez ostatnich parę dni, które spędziłeś na romantycznych feriach z Eweliną, ta wariatka sprzedała nasze mieszkanie i przydreptała na kolanach pod drzwi swojej siostry. Teraz mieszkamy razem! - wykrzyknęła kuzynka z udawanym entuzjazmem.
Krzyśka, który spodziewał się problemów pokroju zapchanego zlewu w kuchni, zatkało.
- Przyznaję, że to usprawiedliwia twoją wizytę - przełknął ślinę - Moi rodzice oczywiście ani słówkiem nie pisnęli, pewnie uważają, że mają wszystko pod kontrolą. Tylko dlaczego nie iść z tym na policję? Po co od razu sprzedawać mieszkanie?
- Skoro dała zbirowi kartę z własnej inicjatywy... Zresztą moja matka prędzej będzie jadła brud z chodnika niż przyzna się policjantowi, że narzeczony ją wystawił. Forsa za mieszkanie poszła na spłacenie długów, a reszta leży już na nowym koncie.
- Może zabrzmię przesadnie optymistycznie, ale chyba przeżyjemy. Mamy duży dom, twoja matka ma pracę... Czy atmosfera jest taka nieznośna, że wyjechałaś?
- Bez jaj. Twoja idealna, chrześcijańska rodzinka nigdy nie robi awantur - Malwina nie mogła ukryć ironii - Chociaż za duże zamieszanie, za obco mi nie w swoim pokoju. Musiałam przerwać waszą nadmorską idyllę. Co zrobiłeś z Eweliną?
- Śpi. Wczoraj przebiegła dwanaście kilometrów po plaży. Kazała nie budzić się przed dziesiątą, chyba że będę chciał zrobić jej masaż łydek.
- Mogę zostać?
- Zostań - odpowiedział Krzysiek, trochę wbrew sobie - Mamy wolną kanapę. Ewelina się ucieszy.
- Jesteś kochany. I proszę, wyślij wiadomość do rodziny, że tu jestem. Mam focha na matkę i zmyśliłam wczoraj, że idę na imprezę - dziewczyna poprawiła błyszczącą spódnicę, którą miała pod puchówką.

*

(Odcinek zrodzony (dosłownie) w pocie czoła, mózg nie pracuje przy takiej duchocie. Pisząc zajadle w metrze przegapiłam swoją stację i prawie spóźniłam się na angielski - jak jeszcze zacznę wtykać ołówki we włosy poczuję się już stuprocentową artystką)

Saturday, 19 July 2014

bliźniaki syjamskie

- Nie rozmawiam z tobą.
- Dlaczego? - Krzysiek nie był w temacie.
- Dlaczego, jeszcze się pyta - prychnęła Malwina - Czy to nie ja byłam u ciebie na obiedzie w niedzielę? Przy zupie było strasznie drętwo, dlatego zapytałam, z kim idziesz na studniówkę...
- Zapytałaś, żeby się pośmiać, bo byłaś pewna, że z nikim - sprostował kuzyn, wyjmując z kieszeni gumę.
- Możliwe, to teraz nieistotne. Jakież było moje zdumienie, kiedy odpowiedziałeś, że z Eweliną!
- Skąd ten bulwers? Przecież sama nas zapoznałaś.
- A twoi rodzice zaczynają wtedy rozprawiać, jaka to miła dziewczynka, mądra, ładna, cud natury. Co za upokorzenie! Twoi starsi wiedzą, z kim się umawiasz, a ja nie mam pojęcia? Moja znajoma! Z mojej szkoły! Gadaliście raz może przez piętnaście minut i już tańczysz z nią poloneza?
- Wyglądam, jakbym z kimś tańczył? - uniósł brew Krzysiek i roześmiał się z własnego żartu.
- Błazen.
- Nie obrażaj mnie, tylko daj coś powiedzieć. Jak Ewelina była u ciebie przed świętami, wymieniliśmy się numerami telefonów. Spotkaliśmy się później kilka razy i tak wyszło, że mamy ochotę iść razem na studniówkę.
- "Mamy ochotę"? Nie występujesz już w liczbie pojedynczej? Bliźniaki syjamskie jesteście czy co? Rodzicom się będzie zwierzał!
- Brzmisz jakbyś była zazdrosna.
- Nie jestem zazdrosna - Malwina zrobiła minę jak po zjedzeniu spleśniałej kanapki.
- To o co chodzi? Ale bez kantowania. Ostatnio chodziłaś taka podminowana gdy okazało się, że twoja matka umawia się z dwudziestoczteroletnim trenerem personalnym. 
Dziewczyna poprawiła włosy i westchnęła.
- Pamiętasz mój bal gimnazjalny w zeszłym roku? Poszedłeś ze mną. Tak szczerze, to byłam przekonana, że zaprosisz mnie na swoją studniówkę.
- To była trochę inna sytuacja. Poprosiłaś mnie o przyjście, bo mówiłaś, że masz w klasie same łajzy - Krzyśkowi utkwiło w pamięci to określenie, bo nigdy wcześniej go nie słyszał.
- Taak... To nie była do końca prawda - Malwina zaczęła obgryzać paznokieć kciuka - Umówiłam się z takim jednym Danielkiem. Przystojne to i na dodatek jeździł na desce, co wtedy jeszcze było cool. Ale mnie wystawił. Dzień przed balem napisał mi na czacie, że szkolne imprezy są żałosne i woli iść na koncert z kumplami. Dlatego zadzwoniłam po ciebie.
- I to ja mam się teraz tłumaczyć, że coś przed tobą ukrywam?
- Babski honor uniemożliwia opowiadanie o swoich damsko-męskich failach. Nic na to nie poradzę - usprawiedliwiła się kuzynka. 
- Jeśli tak bardzo zależy ci na tej studniówce, mogę spróbować załatwić ci jakiegoś kolegę do pary. W końcu mam w klasie dwudziestu dwóch facetów i tylko dziewięć dziewczyn. Nie powinno być problemu.
- Człowieku - Malwina popatrzyła na niego z politowaniem - Jesteś w mat-fizie. Nie ma opcji, żebyś miał jakichś przystojnych kolegów.
- Nie mów, że układanie kostki Rubika na czas ci nie imponuje.

*

(Wcześniej chciałam inaczej rozegrać ten odcinek, ale jestem całkiem zadowolona z przebiegu sprawy. Mam tylko wątpliwości, czy zostać przy dialogach tylko między Malwiną i Krzyśkiem, czy wpleść bohaterów drugoplanowych od czasu do czasu)

Saturday, 12 July 2014

za rozrzutna na Żydówkę

- Cicho tu.
- Rzeczywiście. Często tak jest.
- Do północy jeszcze godzina - Krzysiek popatrzył na fluorescencyjny zegarek Malwiny, który miała na nadgarstku - Gdzie się tak opaliłaś w grudniu?
- Solarka - rzuciła kuzynka.
- A to jakieś twoje ulubione miejsce? W sensie nie solarka tylko ten parking.
Krzysiek nie spodziewał się zaproszenia na Sylwestra od Malwiny, a za nic w świecie by nie zgadł, że będą go spędzać na schodach prowadzących na parking sklepu "Stokrotka" na Nowodworach. Na białej ścianie za ich plecami widniał rysunek przedstawiający wielkiego kutasa, a z uchylonego okna bez klamki wpadało zimowe powietrze.
- Sentyment z dzieciństwa. Właziłam tu z koleżankami i wrzeszczałyśmy do ludzi na dole. A do "Bomi" - kiedyś tu było "Bomi", nie "Stokrotka" - chodziło się na gałkowe lody po szkole.
- Czemu chcesz siedzieć ze mną na schodach w ostatni dzień roku? Nie zaprosili cię na żadną imprezę?
- Zaprosili na pięć - wyznała Malwina - Ale to nasz ostatni ostatni dzień roku, więc pomyślałam, że powinniśmy razem pokoczować na parkingu.
- Jak to ostatni ostatni? Wracasz do Niemiec? Żenisz się w Las Vegas? W 2014 będzie kolejny koniec świata?
- Mówiłam ci, żebyś przestał potajemnie oglądać "Rozmowy w toku" - zirytowała się dziewczyna - Za pół roku skończysz szkołę, pójdziesz na studia, może do innego miasta, kraju. Zaczniesz nowe życie. Nasze drogi mogą się rozejść.
Malwina i Krzysiek patrzyli na siebie w milczeniu przez parę minut.
- Kurczę, Malwina. To straszne, że martwisz się rzeczami, o których ja staram się nawet nie myśleć. Napijmy się.
- Szampan? - kuzynce zaświeciły się oczy.
Krzysiek wyszczerzył zęby i wyjął z plecaka Piccolo oraz jednorazowe kubeczki. Malwina przeklęła na czym świat stoi i pociągnęła prosto z butelki.
- No jasne, niepełnoletnią zostawisz o suchym pysku. Marny student z ciebie będzie. Chyba nawet twoi starzy piją.
- Butelkę wina co kilka tygodni. A wydają na nią tyle, ile ciebie by kosztował miesięczny spinning w Pure.
- Nie gadajmy o pieniądzach. Przeczytaj mi swoją listę noworocznych postanowień.
Chłopak zrobił przerażoną minę.
- Miałem coś takiego przygotować?
- Jezu, trudno. Musisz mówić na spontana, będzie ciężej.
- Ja, Krzysztof Andrzej Czerniecki, chciałbym zmienić w swoim życiu... - zaczął patetycznie - ...no w sumie to nic.
- Jak to nic?
- No nic.
- Wygląd?
- A coś z nim nie tak?
- Szkołę?
- Jest raczej okej.
- Rodzinę?
- I tak się nie da zreformować.
- Wygrana w totka?
- Po co?
- Dziewczyna?
- Może kiedyś.
- Sugerujesz, że mam przed sobą osobę całkowicie zadowoloną z życia? Jakim cudem?
- To już lekka nadinterpretacja. Wierzysz w Boga, Malwina?
- Nie wiem, co to ma do rzeczy, ale mogę odpowiedzieć: jestem za mało samokrytyczna na chrześcijankę, zbyt lubię balangować na Jehowę, za bardzo emocjonalna na buddystkę, za rozrzutna na Żydówkę i nie zrezygnowałabym dla islamu z krótkich spódnic. Tak idąc po stereotypach, to mogę być tylko agnostyczką.
- Piękne, racjonalne uzasadnienie. Ale pomijając wszystkie "-izmy", mnie osobiście religia pomaga ogarniać się na co dzień, kiedy coś jest nie tak. Dlatego nic.
- Smutne, liczyłam, że spotkamy się w piekle - Malwina trzepnęła kuzyna w ramię.
- Strzelają, słyszysz? Chodź, popatrzymy.
Podeszli do szyby i, żłopiąc Piccolo, dłuższą chwilę oglądali fajerwerki. Później znowu przysiedli na kocu pod ścianą.
- Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Krzysiu.
- Wszystkiego najlepszego, Malwina. Wyłącz telefon, bo zaraz zaczną przychodzić tony esemesów z życzeniami. 
- Nie wzięłam telefonu - mruknęła Malwina, opierając głowę na ramieniu kuzyna.
Obudziła się o siódmej w swoim łóżku. Na biurku znalazła wyrwaną z zeszytu kartkę z notatką: "Postanowienie noworoczne nr 1: niosąc kuzynkę do domu, wziąć pod uwagę, że winda może być zepsuta". Pośmiała się chwilę i wróciła pod kołdrę. 

*

(Jutro wracam do Warszawy, w końcu, hurra. Nienawidzę wakacji. Tak jakoś wyszło. Może w domu się ogarnę. Obiecuję zdjęcia z podróży i w dalszej perspektywie więcej sportowych i kulinarnych wpisów)

Tuesday, 8 July 2014

nauka okołotreningowa

- Pierwszy śnieg! Ale zajebioza! – piszczała Malwina, pedałując z siłą Pudzianowskiego. Mimo stosunkowo późnej pory w Łazienkach kręciło się sporo matek z wózkami, które zgorszyły się (matki, nie wózki), słysząc niecenzuralny młodzieńczy entuzjazm. 
- Przyhamuj trochę! – krzyknął za nią Krzysiek, zasapany, nawet nie zwrócił uwagi, że świeże płatki śniegu przysiadły mu na brwiach, a klekot roweru zagłuszył wołanie.
Malwina i Krzysiek byli właścicielami składaków skleconych lata temu przez dziadka Bogdana, świeć Panie nad jego duszą. Stare maszyny nie miały przerzutek, opony ciągle flaczały, a całość była chętna w każdej chwili się rozpaść. Pieniądze wydane na częste naprawy prawdopodobnie starczyłyby na dwa nowe górale z Decathlonu, ale nie mieli serca wywalać rodzinnych pamiątek. Zresztą Malwina nawet na odkurzaczu rozwinęłaby dużą prędkość.
Zeskoczyła z roweru i oparła się plecami o drzewo. Nuciła pod nosem „I Follow Rivers”, dopóki kuzyn jej nie dogonił.
- Jednak jazda terenowa to nie to samo, co spinning w klubie. Epicki wieczór – Malwina lubowała się w anglicyzmach tego typu. Wstawiała „literalnie”, „to robi sens” albo „dżizas” gdzie się dało.
- Nie wierzę, że trzy miesiące nie jeździłaś. Ci z Tour de France by z tobą wymiękli.
- Zrobiłam w zeszły wtorek zapoznawcze dwadzieścia kilometrów z taką Eweliną z IB. Niezły z niej odpał. Nie ma facebooka ani komórki, a cały hajs wydaje na sprzęt sportowy i brązowy ryż. Na początku liceum zaczęła startować w triathlonach. Po klasie maturalnej chce zaliczyć Ironmana.
- Brzmi nieźle. Chętnie ją kiedyś poznam. A ty od kiedy jeździsz?
- Jeżdżę chyba na wszystkim od zawsze – odpowiedziała bez wahania Malwina – Jestem nadpobudliwym dzieckiem, trzeba przyznać. Na rowerze i nartach nauczyłam się jeszcze w przedszkolu, w Niemczech. Później były rolki, karate, taniec towarzyski, epizod z windsurfingiem. A spinning to moje najnowsze odkrycie.
- To co zostaje jeszcze do wypróbowania? – Krzysiek, od pieluch fan piłki nożnej, większość sportów znał tylko z nazwy.
- Na oku mam pole dance, crossfit, może biegi górskie. Acro joga też wydaje się ciekawa. Nie rób takiej miny, pokażę ci w internecie, o czym mówię.
- Czyli do Ironmana się nie szykujesz? – upewnił się kuzyn.
- Może w następnym wcieleniu – zbyła go Malwina – Ale Ewelina podrzuciła mi inny pomysł: naukę okołotreningową.
- Słucham?
- Przed sprawdzianami siadam popołudniami przy biurku i próbuję kuć. Po godzinie, jak już nie mogę, idę na trening, najlepiej na dwór. Wracam, myję się, jem coś i przed snem powtarzam materiał jeszcze raz. Wchodzi lepiej niż przy parogodzinnych zmaganiach, no i śpi się później świetnie. Sprytne, nie?
- Nawet bardzo. Chyba będę musiał zastosować na sobie, bo im bliżej matur, tym stosunek powierzchni mojego mózgu do ilości informacji do przyswojenia jest bardziej niekorzystny.
- Polecam tę metodę. Dawaj, przejedziemy się jeszcze Nowym Światem na pierogi. Od tego śniegu wyglądasz już jak Święty Mikołaj – Malwina cyknęła mu zdjęcie smartfonem i wrzuciła na snapchata.

*

(Publikowania wpisów w Cinema City Zielona Góra jeszcze nie praktykowałam, zapach popcornu i wycieczki zmierzające na Jak wytresować smoka 2 nie ułatwiają skupienia. Jakbyście byli w okolicy polecam Palmiarnię i knajpę Zielona Jadłodajnia)

odcienie niebieskiego

- I jak ten? – Malwina obracała się wokół własnej osi z prędkością promu kosmicznego.
Krzysiek skrzywił się, gdy po raz setny tego dnia musiał oderwać wzrok od armii obcych, które miażdżył na PSP. To urządzonko kupił za zacne stypendium naukowe po pierwszej klasie gimnazjum i do dnia dzisiejszego jego rodzice traktowali je jako symbol nieodpowiedniego wychowania jedynego syna. Osiemnastolatek nadal chętnie ściągał nowe gierki, w które cisnął w różnych kryzysowych sytuacjach. Na przykład na zakupach z Malwiną.
- Chyba w porządku. A czym się różni od tego poprzedniego? – „I od całej reszty, którą już przymierzyłaś?” – dodał w domyśle.
- Ten jest turkusowy, a nie błękitny. I ma trzy rzędy guzików – Malwina zgięła ręce, żeby sprawdzić, czy jej wygodnie.
- Spróbuj mi wytłumaczyć, czemu tutaj jestem. Przecież pierwsza lepsza koleżanka z klasy lepiej ci doradzi. Z odcieni niebieskiego znam tylko „ciemny” i „jasny” – Krzysiek zacisnął powieki, chcąc się uchronić od nadmiaru kolorów.
- Już tłumaczę. Jesteś tu w ramach treningu – kuzynka przysiadła na skórzanej pufie z miną treserki psów – Żeby mieć dziewczynę, do czego póki co brakuje ci przede wszystkim dziewczyny, musisz umieć prawić komplementy. Osoby płci żeńskiej są z założenia niedowartościowane, więc wszelkie pozytywne opinie na temat ich wyglądu i ubioru są bardzo wskazane.
- Mam się rozwodzić o głębokim turkusie twojego płaszcza? Czy o wspaniałym asortymencie tego szmateksu? Co za gejostwo – Krzysiek ściszył głos pod karcącym spojrzeniem kobiety w ciąży, która przerzucała śpiochy w dużym koszu.
- Gejostwo czy nie, ale działa – Malwina wystawiła język.
- To czemu nikogo nie masz, specjalistko od związków? – trafił w czuły punkt, zresztą nie pierwszy raz.
- Ja... Jestem singielką z wyboru. W otwartym związku. Feministką – kuzynka strzelała na oślep.
- A bądź sobie kim chcesz. Przecież nie mówię serio. Po co się tak spieszyć?
- Żebym miała dla kogo się stroić. Biorę ten turkusowy – burknęła Malwina.

Sunday, 29 June 2014

roladki z łososia

- Co byś chciał na święta, Krzysiu?
- Na jakie święta?
- Bożego Narodzenia. A widzisz jakieś inne do wyboru?
- Czekaj, bo tym razem ja wychodzę na nierozgarniętego. Mamy listopad, prawda? Dopiero co się zaczął.
- Mhm. Próbuję racjonalnie rozporządzać swoimi zasobami pieniężnymi i nabyć towary, póki jest mniejszy popyt - Malwina błysnęła słownictwem poznanym na podstawach przedsiębiorczości - Poza tym już mnie ręce świerzbią, żeby przepuścić kasę w lumpeksach przy Puławskiej. Potrzebuję kiecki na Sylwestra.
- Nie mam pojęcia, co chcę na Gwiazdkę - Krzysiek posiadał przydatną umiejętność wyłączania się na hasło "kiecka" - Jestem człowiekiem żyjącym tu i teraz, cieszącym się chwilą, zen, mindfulness, te sprawy.
- A propos cieszenia się chwilą, jak tam weekend? Nie widzieliśmy się cały tydzień.
- Święto Zmarłych z rodzicami, a niedziela u siostry ciotecznej ojca na obiedzie. Nie proś o szczegóły. Jedenaście razy odpowiadałem na pytanie, co zdaję na maturze - Krzysiek udał, że podcina sobie żyły nożem do masła - A co u ciebie? Wyglądasz, powiedziałbym, korzystnie.
Malwina siedziała po turecku na stołku i podgryzała słone paluszki. Przyjęła kuzyna w stroju domowym, czyli siwych legginsach i koszuli w prążki któregoś z chłopaków swojej matki. Na ramieniu trzymała swojego chomika Zarazę, który bawił się dredem doczepionym niedawno do jej blond włosów. Poza kilkoma krostkami na brodzie (drugi dzień okresu, a miała iść na basen...) na twarzy dziewczyny malował się spokój i zadowolenie.
- W piątek odsypiałam po imprezie Halloweenowej, a i tak na kacu musiałam jechać na kurs angielskiego. Zapomniałam na śmierć, że umówiłam się z tą native'ką akurat na wolny dzień. Strasznie bredziłam, ale nawet się dogadałyśmy - uśmiechnęła się Malwina - Matka miała mnie obudzić, a sama chrapała do trzynastej. Też zabalowała, tyle że z jakimiś typami z pracy.
- Z jakiej pracy? To nie robi już tłumaczeń?
- Nie jesteś na bieżąco. Znudziła się tym. Teraz pracuje jako, uwaga, uwaga, hostessa. Moja trzydziestopięcioletnia matka chodzi w obcisłych sukienkach i wciska roladki z łososia jakimś obleśnym biznesmenom. No masakra jakaś.
- Wiesz co? Pod choinkę możesz mi kupić rękawice bramkarskie - rzucił kuzyn, żeby nie wyrażać opinii na temat nowej profesji cioci Stankowskiej. 


*

(W Ustce od rana leje, co ja tu robię? Chociaż z darmowym wi-fi wszędzie i tak czuję się obywatelką świata)

read me