Krzysiek z westchnieniem zatrzasnął zeszyt, odjechał na obrotowym krześle (na zamówienie, żadna tam Ikea) z dala od biurka i wstał na całą wysokość swojego metra osiemdziesiąt pięć. Po czym zaczął podskakiwać w miejscu z jękiem.
- Aż takie trudne te zadania? - Malwina popatrzyła na niego z niepokojem - Co ty wyczyniasz?
- Noga mi zdrętwiała. Siedziałem w tej samej pozycji chyba ze dwie godziny - kuzyn masował sflaczałą kończynę. Zerknął na dziewczynę i uniósł brwi.
- Właściwie mógłbym zapytać cię o to samo. Czy to moje prześcieradło?
- Bardzo prawdopodobne, bo znalazłam je na twoim łóżku.
Malwina stała na środku pokoju, luźno owinięta białym prześcieradłem. Włosy odgarnęła do tyłu, a łydki wyeksponowała nieskazitelnymi podkolanówkami do tenisa. Spod warstw białej bawełny wystawał wściekle pomarańczowy, jednoczęściowy kostium kąpielowy z zeszłego sezonu.
- Zastanawiam się, jak powinien wyglądać duch Banka.
- Klasowe scenki z Makbeta? - przypomniał sobie Krzysiek.
- Mhm. Prześcieradło to trochę cliché jak na mój gust, ale to też najprostszy i najtańszy pomysł.
- Mów do mnie po polsku, błagam. Poza tym duchy chyba nie grają w tenisa. W każdym razie nie w tamtych czasach.
- Zgadzam się, że te podkolanówki to bardziej Ludwik XIV. Co poradzę? Banko nie może latać na bosaka.
- Zwłaszcza z twoim pedicurem - Krzysiek obrzucił sceptycznym spojrzeniem fioletowy lakier na stopach kuzynki.
- Nie zmywam tego - zastrzegła Malwina - Nie jestem duchem, tylko Lady Makbet. Moja grupa się nie poczuwa, więc muszę myśleć o kostiumach za wszystkich. Swój strój już przygotowałam, waham się tylko w kwestii krwi.
- Krwi?
- Farba? Flamaster? Sok winogronowy? Keczup?
- Jeśli keczup, to nie kupuj takiego z dużą ilością octu, bo rąk później nie domyjesz - doradził kuzyn.
- Ślady zbrodni zostają na zawsze. Na pewno jest jakiś dobry cytat Paulo Coelho na tę okoliczność - mruknęła dziewczyna - By the way, doceń, że przypominam ci lektury, Siedzisz z nosem w matmie, a polski sam się nie zda.
- Zdzierając mi prześcieradło z łóżka na pewno nie przyczyniasz się do poprawy moich wyników. W każdym numerze Cogito przeczytasz, że maturzysta potrzebuje co najmniej ośmiu godzin snu w komfortowych warunkach - bronił się Krzysiek - No i większej ilości energii. Mogłabyś mnie wspomóc i upiec tę szarlotkę z cynamonem, którą robisz zawsze zimą.
Malwina chętnie zrzuciła przebranie ducha, wciągnęła dżinsy na strój kąpielowy i poszła kupić jabłka.
Friday, 29 August 2014
Sunday, 24 August 2014
pseudonim
- Jednak Żoliborz to moje ulubione miejsce w Warszawie. Dobrze, że metrem jest tak blisko - Malwina skończyła drugi kawałek ciasta marchewkowego i sprawdziła godzinę na komórce - Ale zaraz musimy się zmywać.
Krzysiek, silnie przyssany do zbioru zadań Pazdro, nawet nie podniósł wzroku.
- Hej, obudź się - kuzynka dźgnęła go łokciem. Chłopak, będący w trakcie rysowania idealnego trójkąta prostokątnego, prychnął z niezadowoleniem.
- Przyszliśmy niecałe pół godziny temu. Zostawiłaś włączone żelazko czy co?
Malwina, która nigdy nie prasowała swoich rzeczy, załapała aluzję i naburmuszyła się.
- Muszę być w domu o siedemnastej.
- Dlaczego? Umówiłaś się z kimś?
- Tak jakby.
- No dobra, to już się pakuję. Znam tego kogoś?
- Myślę, że wszyscy go znają - kuzynka przełknęła ślinę.
- Jak się nazywa?
- Dr. House.
- To jakiś pseudonim? Nie wiedziałem, że lubisz kolesi z biol-chemów.
- Okej, poddaję się. Dr. House. Powtórki. TVN Siedem.
- Nie lubię grać w kalambury. Czyli mamy biec do metra, żebyś zdążyła na serial?
- Odpuściłbyś sobie ten szyderczy ton.
- Malwina, do jasnej ciasnej, przecież wszystkie odcinki są w internecie.
- Wiem, wiem. Ale później leci Jak poznałem waszą matkę, a o dwudziestej na Polsacie jest ten nowy Spider-Man...
- Zanim przeniosłyście się do nas, nie miałaś nawet kablówki i byłaś z tego bardzo dumna.
- Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr.
- Pierwsze słowo do dziennika, drugie do śmietnika.
- Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.
- Baba z wozu, koniom lżej.
- Chyba nie o tym mieliśmy rozmawiać - opamiętała się dziewczyna - Powiem tylko, że to jest właśnie piękne w przeprowadzce do cywilizowanego, polskiego domu. Telewizja! Mogę wypełnić sobie dzień rozrywkami, o jakich mi się nie śniło. Już kupując gazetę telewizyjną dostaję dreszczy z emocji - Malwina zademonstrowała, jakich dostaje dreszczy.
- Że też moi rodzice nie protestują. Ja mogłem oglądać tylko w weekendy, w tygodniu ewentualnie wiadomości.
- Jesteś mało przekonujący. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, co twoja matka robi w czwartki wieczorem.
- Co robi? - zapytał podejrzliwie Krzysiek.
- Obgryza ze mną paznokcie na Gotowych na wszystko.
- Moja rodzona matka? I nałóg telewizyjny? Ty potworze - popatrzył na Malwinę z podziwem.
Krzysiek, silnie przyssany do zbioru zadań Pazdro, nawet nie podniósł wzroku.
- Hej, obudź się - kuzynka dźgnęła go łokciem. Chłopak, będący w trakcie rysowania idealnego trójkąta prostokątnego, prychnął z niezadowoleniem.
- Przyszliśmy niecałe pół godziny temu. Zostawiłaś włączone żelazko czy co?
Malwina, która nigdy nie prasowała swoich rzeczy, załapała aluzję i naburmuszyła się.
- Muszę być w domu o siedemnastej.
- Dlaczego? Umówiłaś się z kimś?
- Tak jakby.
- No dobra, to już się pakuję. Znam tego kogoś?
- Myślę, że wszyscy go znają - kuzynka przełknęła ślinę.
- Jak się nazywa?
- Dr. House.
- To jakiś pseudonim? Nie wiedziałem, że lubisz kolesi z biol-chemów.
- Okej, poddaję się. Dr. House. Powtórki. TVN Siedem.
- Nie lubię grać w kalambury. Czyli mamy biec do metra, żebyś zdążyła na serial?
- Odpuściłbyś sobie ten szyderczy ton.
- Malwina, do jasnej ciasnej, przecież wszystkie odcinki są w internecie.
- Wiem, wiem. Ale później leci Jak poznałem waszą matkę, a o dwudziestej na Polsacie jest ten nowy Spider-Man...
- Zanim przeniosłyście się do nas, nie miałaś nawet kablówki i byłaś z tego bardzo dumna.
- Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr.
- Pierwsze słowo do dziennika, drugie do śmietnika.
- Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.
- Baba z wozu, koniom lżej.
- Chyba nie o tym mieliśmy rozmawiać - opamiętała się dziewczyna - Powiem tylko, że to jest właśnie piękne w przeprowadzce do cywilizowanego, polskiego domu. Telewizja! Mogę wypełnić sobie dzień rozrywkami, o jakich mi się nie śniło. Już kupując gazetę telewizyjną dostaję dreszczy z emocji - Malwina zademonstrowała, jakich dostaje dreszczy.
- Że też moi rodzice nie protestują. Ja mogłem oglądać tylko w weekendy, w tygodniu ewentualnie wiadomości.
- Jesteś mało przekonujący. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, co twoja matka robi w czwartki wieczorem.
- Co robi? - zapytał podejrzliwie Krzysiek.
- Obgryza ze mną paznokcie na Gotowych na wszystko.
- Moja rodzona matka? I nałóg telewizyjny? Ty potworze - popatrzył na Malwinę z podziwem.
Subscribe to:
Posts (Atom)